„(…)Starzy ludzie mawiali, że stając przed Bogiem po śmierci najważniejsze będą dłonie. Bóg patrząc w ciebie spyta, czy twoje ręce są czyste, wolne od ludzkiej krzywdy? Potem, patrząc na nie zapyta: co niosą – czy są puste, czy czyniły dobro?
Pierwszym kręgiem naszej troski są najbliżsi (rodzice, dzieci, dziadkowie). Aktualnie smutnym znakiem jest płacz rodziców-dobrych, wierzących i oddanych Bogu i rodzinie – gdy nastoletnie dzieci deklarują swoje odejście od wiary. Co czynić?…,jakie jest antidotum wobec tego problemu?…
TRZEBA SIAĆ! Nie rezygnować z pouczania, napominania – lecz z pozycji tych, którzy postępują tak, jak wierzą.
Trzeba siać!
Znamiennym jest wspomnienie Prymasa Tysiąclecia z początków wojny, gdy uciekając przed aresztowaniem i przedzierając się do miejsca ukrycia, zauważył na polu rolnika spokojnie siejącego zboże. Przejęty dramatem podbiegł do niego mówiąc: „Człowieku, wojna…, Niemcy…, bomby a ty siejesz…?!”. Na co rolnik patrząc mu w oczy po chwili, powoli, dobitnie powiedział: ”Trzeba siać…, trzeba siać! Nie wolno przestawać siać. Bo jak się sieje, to zawsze coś wyrośnie. A jak wyrośnie, to może kogoś nakarmi i uratuje.”
Choć diagnoza współczesności wydaje się tak trudna –jest antidotum, czyli RADYKALIZM. Słowo to w swej etymologii ma rdzeń „radix”(z łac.), czyli korzeń.
Dla rośliny zagrożeniem jest skażenie środowiska – gleby i wody. Tak i dzisiaj dotyka nas kontekst skażenia. Co jest odpowiedzią?…
RADYKALIZM! Zakorzenienie w Bogu przez życie wiarą.
Trzeba siać, bo zawsze coś wyrośnie, zaowocuje i kogoś to może uratować.(…)”
Tych słów częstochowskiego biskupa Andrzeja Przybylskiego słuchały wielopokoleniowe rzesze przybyłych do Św. Anny.