Teksty liturgii Mszy św.
Prz 31, 10-13. 19-20. 30-31
Ps  128(127)
1 Tes 5, 1-6
Mt 25, 14-30

Przypowieść o talentach (w starożytności talent był miarą masy albo pieniędzy; Izraelici
w czasach Starego Testamentu przyjęli, że jeden talent to od 34 do 36 kg czegoś…
np. złota) mogłaby być bardzo pozytywną opowieścią. „Pewien człowiek, mając udać się w podróż, przywołał sługi i przekazał im swój majątek”. Ci przyjęli go chętnie, zajęli się pomnażaniem bogactwa, a gdy właściciel wrócił, wynagrodził ich po dwakroć.

Gdyby nie ta łyżka dziegciu! Ten jeden sługa, który postanowił zakopać talent. Czy nie mogło być tak, że i on ten jeden talent, jak zresztą zasugerował sam właściciel, oddaje bankierom, a ci pomnażają majątek? Mogłoby tak być. Ale nie było.

Tłumaczenie owego sługi jest dziwne. Pokrętne. Jakieś takie zawistne. „Przestraszyłem się” – mówi. Czyni wymówki właścicielowi, zarzuca mu pazerność, a siebie stawia
po stronie uczciwości. „Oto masz swoją własność” – mówi butnie.

Ciekawe, że dziś słowo „talent” nie oznacza już miary masy albo pieniędzy. Oznacza zdolności, możliwości, zasoby. Oczywiste jest, że talenty należy pomnażać – słudzy
z przypowieści, którzy je dostali, pojęli to w mig, mimo że ów „pewien człowiek” nie powiedział im: „Pomnażajcie”. Jasne jest wreszcie, że talentów się nie zakopuje – historia tego, który swój talent zakopał, przekonuje o tym dobitnie i z wystarczającą dozą grozy. Optymistyczne jest to, że każdy dostał według zdolności – nikogo ów „pewien człowiek” nie przeszacował, nikomu nie dał za dużo, nikogo nie przygniótł obdarowaniem, zobowiązaniem, oczekiwaniami.

Dlaczego więc ludzkie historie i losy tak rozmaicie się układają – czasem kończą się powodzeniem, a czasem beznadziejną klęską? Czyżby jedni byli skazani na sukces,
a drudzy na porażkę? Jasne, że nie! Czyżby jedni mieli tylko gen budowania, a drudzy
tylko gen niszczenia? Również nie!

To jak to jest? Niełatwo odpowiedzieć. Każdy ma jakoś, każdy musi rozsupłać swoje. Jedno jest pewne: nie ma między nami ludzi nieobdarowanych, nie ma między nami
ludzi nic niewartych. Czynić z siebie ofiarę losu to wielka pokusa. A uleganie jej to niebez-
pieczna rozgrywka. Nie dać się w nią wciągnąć – to wielkie zwycięstwo.

Tomasz GOLONKA OP, „w drodze” (11/2020)