Teksty liturgii Mszy św.
Syr 24,1–2.8–12
Ps 147 (146)
Ef 1,3–6.15–18
 J 1,1–18

Chyba opadł już świąteczny kurz i można przejść do porządku dziennego – zwykłych zajęć, szarej codzienności, chodzenia do pracy, szkoły i na uczelnię. Każdy, kto uprawia sport, wie, że rok dzieli się na okresy intensywnego treningu, zawodów i roztrenowania, czyli wakacji i odpoczynku. W podobny sposób możemy podejść do naszej wiary, do roku liturgicznego. Od świąt do świąt, od jednego okresu zakupowego szaleństwa do drugiego, od czekania w kolejce do spowiedzi do kolejnego czekania. Magiczne i rodzinne święta będą przecież za rok i jakoś dotrwamy. W takim myśleniu jest jednak coś niepokojącego. Wróćmy jeszcze raz do świata sportu: każdy zawodnik wie, że liczy się systematyczność i że nie można przebimbać czasu od zawodów do zawodów. Jeśli zabraknie systematyczności, uważności, codziennej praktyki, grozi mu stagnacja.

Wydaje się więc, że ten dzisiejszy tekst, prolog Ewangelii Jana, nie jest przypadkowy. Pan Bóg jest najlepszym pedagogiem, Kimś, kto zna naszą słabość/zdolność do szybkiego odpuszczania sobie. Przerabiał to z Izraelem wielokrotnie. Dlatego tekst o światłości, o Słowie, które zamieszkało wśród nas, może mieć charakter przypomnienia, że Logos nie jest odległą i niedostępną ideą. Że jest bliski, że jest Słowem wypowiadanym dla nas codziennie, że jest Mądrością, która przenika nasze działanie, i wreszcie, że jest Torą (prawem/zasadą) wytyczającą nam kierunek.

Te trzy znaczenia Logosu są mocno osadzone w tradycji biblijnej. Ich tropów można szukać, podążając za intuicjami Starego Testamentu. Słowo, czyli dabar po hebrajsku, zawsze jest dynamiczne, twórcze, dające światło. Mądrość jest darem Pana, jest obecna przy stwarzaniu i mieszka wśród namiotów Jakuba. A Tora, czyli Prawo, utożsamiana z Mądrością, według Żydów była dla Boga modelem stworzenia świata.

Jan chce więc nam przypomnieć w Prologu, że Jezus jest w relacji z Ojcem, tą relacją chce się z nami podzielić i do tej relacji chce nas zaprosić. Jeśli przyjmiemy to zaproszenie, będziemy mieli szansę nie osunąć się w bylejakość, nie zagrozi nam stagnacja, a popularne stwierdzenie: „Święta, święta i po świętach” będzie tylko nic nieznaczącym frazesem.

Marcin BARAŃSKI OP, „w drodze” (1/2022)