Teksty liturgii Mszy św.
Iz 2, 1-5
Ps 122 (121)
Rz 13, 11-14
Mt 24, 37-44
Kiedy rosyjskie czołgi zamienią się w kombajny, a bomby w karetki pogotowia? Kiedy śmiercionośne narzędzia zamienią się w to, co daje życie? Prorok Izajasz mówi o tajemniczym „wtedy”, kiedy „swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy”. Z jednej strony możemy rozumieć „wtedy” jako „kiedykolwiek”. Kiedykolwiek próbujemy przekształcić świat na bardziej przyjazny dla życia, Bóg, będąc „rozjemcą pomiędzy ludami”, włącza się w nasz wysiłek. Słowo „wysiłek” jest tu kluczowe. Pokój nie realizuje się w umysłach pełnych fantazji o lepszym świecie, ale wymaga pracy, która swoim ciężarem przypomina przetapianie lub przekuwanie metalu. Żeby włócznia stała się sierpem, żeby czołg stał się kombajnem, żeby wrogość stała się przyjaźnią, trzeba się napracować. Z drugiej strony, kiedy Izajasz mówi „wtedy”, to przede wszystkim myśli o końcu czasów, kiedy przyjście Pana zakończy wszelkie wojny. Nieokreślona perspektywa i automatyzm działania Boga mogą nas usypiać – prowadzić do przekonania, że życie trzeba przeczekać, bo to, co wartościowe, dopiero przyjdzie. Posłuchajmy jednak Listu do Rzymian: „Rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu”. Możemy przespać całe życie i oczekiwać, że nasze spory, konflikty i wojny w cudowny sposób się zakończą w nieokreślonym „wtedy”. Tymczasem, jak mówi Ewangelia według św. Mateusza, „o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie”. Czas przyszły w tym zdaniu może być dla nas jak drzemka ustawiona w budziku – jeszcze pięć minutek i się zbiorę. A powinien być jak kubeł zimnej wody, bo polskie „przyjdzie” to greckie érkhetai, czyli czasownik w czasie teraźniejszym. Syn Człowieczy już przychodzi i jeszcze przyjdzie, bo koniec czasów zaczął się od zmartwychwstania Jezusa. Teraz jest czas przekuwania wojny w pokój naszymi rękami. Musimy się tylko obudzić. I wtedy nie przegapimy przyjścia Boga.

Radosław WIĘCŁAWEK OP, „w drodze” (11/2022)